• Kasia&Ola

Ślub pod znakiem stanu wojennego

Przenosimy się 35 lat wstecz. Znamienna data 13 grudnia 1981 roku, godzina 6 rano. Generał Jaruzelski przemawia do obywatelek i obywateli Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej zgromadzonych przed telewizorami oraz radioodbiornikami. Jedni przecierają oczy ze zdumienia, inni prowadzą ożywione rozmowy… są i tacy, którym po policzku leją się łzy przerażenia. Wśród nich są także, bohaterowie dzisiejszej opowieści — Anna i Ryszard. Za 6 dni mieli się pobrać…

Zacznijmy od początku. Ania ma 20 lat. Pochodzi z małej wsi położonej na terenie obecnego województwa zachodnio-pomorskiego. Na co dzień pomaga swojej babci w prowadzeniu gospodarstwa. Jak to się mówi w tamtych czasach, jest panną na wydaniu. Rysiek jest od niej o 7 lat starszy. Jako przystojny kawaler cieszy się dużym powodzeniem u dziewcząt. Tak jak Ania mieszka na wsi tyle, że w okolicach Częstochowy. W przyszłości ma odziedziczyć gospodarstwo swoich rodziców.

Poznali się kilka miesięcy temu. To był przypadek i miłość od pierwszego wejrzenia. Ania wybrała się w odwiedziny do swojej ciotki, która mieszkała w województwie śląskim. Razem udały się do Częstochowy po materiał na sukienkę. W sklepie obsługiwała ich przemiła pani, która przy okazji sprzedaży owego materiału zareklamowała również swojego brata Ryśka. Młodzi spotkali się kilka dni później. Rozmawiali o tym, co ich łączy, popijając herbatę. Następnie wszystko potoczyło się już bardzo szybko. Nazajutrz Rysiek kupił bukiet kwiatów i poszedł pożegnać się z pewną dziewczyną, której zapewne złamał serce na rzecz prawdziwej miłości. Niedługo po tym zakochani zaczęli planować ślub i wesele. Ania z uśmiechem na twarzy opowiada o zaręczynach. „Rysiek miał przyjechać do mnie do domu, ale się nie pojawił. Myślałam, że się rozmyślił, a to żuk się zepsuł i nie mógł dojechać. Spóźnił się 3 godziny”. Na szczęście cierpliwa i wyrozumiała Ania mimo wszystko zgodziła się zostać jego żoną. Rozpoczęły się gorączkowe przygotowania. Datę ślubu cywilnego wyznaczono na 19 grudnia, 25-ego miał się odbyć ślub kościelny i wesele. Ania mieszkała w dużym domu na wsi, który wydawał się idealnym miejscem na kameralne wesele. Zamówiono orkiestrę oraz kucharki, zaproszono gości, zorganizowano autobus. Wszystko szło w dobrym kierunku.

Nagle nadchodzi sroga zima, a wraz z nią stan wojenny. Jak przekonuje Generał Jaruzelski, nie ma innego wyjścia i jedynym ratunkiem dla ojczyzny jest podjęcie bardzo radykalnych kroków. Ania przegapia ów komunikat. Kiedy włącza telewizor, na ekranie widzi wyłącznie szare tło. Nie rozumie, o co właściwie chodzi. Ludzie na wsi wymieniają się informacjami, które docierają również do jej domu. Na młodej dziewczynie nieświadomej zagrożenia nie robi to jednak wielkiego wrażenia. Bardziej martwi się o swoją babcię, która bardzo płacze. Kobieta przeżyła już dwie wojny światowe. Ania zastanawia się, co teraz będzie z Polską, jej życiem i ślubem. Kontakt z Ryśkiem jest praktycznie niemożliwy. Mieszkają na wsiach oddalonych od siebie o 500 kilometrów. Nie mogą do siebie zadzwonić, żeby porozmawiać, bo telefony nie działają. Szybko okazuje się, że stan wojenny znacznie pokrzyżuje plany narzeczonym. Oczywiste jest, że nikt z rodziny pana młodego nie dostanie przepustki w tak krótkim czasie i nie dotrze na ślub oraz wesele. Możliwość przemieszczania się jest ograniczona, sytuację pogarsza fakt, że to początek stanu wojennego, panuje chaos i polityka terroru. Wszystkie wcześniejsze przygotowania zdają się na nic. Sytuacja diametralnie się zmienia. Nic już nie idzie gładko, na wszystko trzeba mieć zezwolenie.

W końcu nadchodzi upragniony 19 grudzień. Anna i Ryszard stają na ślubnym kobiercu. Do urzędu stanu cywilnego przyjeżdżają ciągnikiem, bo nikt z rodziny nie posiada samochodu. Dla gości wypożyczają busa z PGR-u. To typowa jak na tamte czasy ceremonia. Panna młoda ma na sobie sukienkę, którą uszyła jej ciotka, a jej wybranek nowy garnitur również szyty na miarę. Już po chwili w świetle obowiązującego prawa wkraczają w związek małżeński. Co prawda pan młody dzień po ślubie cywilnym musi wracać na Śląsk, ponieważ władze nie są dla niego zbyt wyrozumiałe i wydają za krótką przepustkę. Rysiek wraca do Częstochowy, Ania z niecierpliwością czeka na ich wielki dzień. Panuje atmosfera ogólnego podekscytowania i świątecznej krzątaniny.

Rysiek przyjeżdża do Ani w wigilię i zatrzymuje się w jej rodzinnym domu. Podróż pociągiem nie należy do najprzyjemniejszych. Całkiem sam, z wielką i bardzo ciężką walizką wypełnioną alkoholem oraz mięsiwami własnej roboty omal nie zmieścił się do pociągu. Tłok jest tak wielki, że konduktor kategorycznie zabrania dosiadania się na stacjach komukolwiek. Na szczęście Rysiek pokazuje mu przepustkę na swój własny ślub i nieugięty konduktor lituje się nad nim. W prawdzie stoi przez całą drogę na jednej nodze, a jego walizka trafia do innego przedziału. Kufer pełen wódki — deficytowego towaru, na którego zakup trzeba mieć specjalne pozwolenie, jedzie sobie bez opieki w innej części pociągu. Ryśkowi spada kamień z serca, gdy po kilku godzinach niepewności okazuje się, że bagaż jest tak samo ciężki, jak przedtem.

Następnego dnia, gdy wybija godzina zero wszyscy zgromadzeni goście wraz z parą młodą udają się do kościoła oddalonego o kilkaset metrów. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że śniegu jest po kolana, a panna młoda dysponuje wyłącznie letnimi pantofelkami. Niestety nie udało się zdobyć zimowych. Suknia ślubna jest oczywiście biała, pożyczona od koleżanki. Tak jak przewidywano nikomu z rodziny Ryśka nie udaje się dojechać. Po uroczystości w kościele, wszyscy udają się do rodzinnego domu Ani. Dla bezpieczeństwa w oknach wywieszono koce, aby żaden z życzliwych sąsiadów zanadto niezainteresował się tym nielegalnym zgromadzeniem wykraczającym poza narzuconą godzinę policyjną. Mimo niesprzyjających warunków weselnicy starają się cieszyć chwilą i świętować nie myśląc o polityce i związanej z nią ciężkiej sytuacji, w jakiej się znaleźli. Około północy wszyscy ukradkiem rozchodzą się do domów.

Nazajutrz rozpoczynają się przygotowania do przeprowadzki. Ania nie ma pewności, jak będzie wyglądało jej nowe życie u boku męża z dala od kochających ją ludzi i wsi w której spędziła całe życie. Jest podekscytowana, ufa mężczyźnie, w którym się zakochała i wierzy, że czeka na nią wspaniała przyszłość. Później niejednokrotnie zatęskni za domem i rodziną, ale wie, że Rysiek bardzo ją kocha. Po roku urodzi się ich pierworodny syn, kilka lat później córka. Będą mieli troje wnucząt i przeżyją kilkadziesiąt wspaniałych lat u swojego boku… któregoś dnia opowie tę historię swojej córce, a mojej serdecznej przyjaciółce.

Pisząc ten artykuł, kilkakrotnie przyszło mi na myśl, że opowieść Pani Ani ma bardzo smutne tło. Jednakże im dłużej się nad tym zastanawiam, dochodzę do wniosku, że to naprawdę piękna historia miłości, która nie dba o kolorową otoczkę i stawia czoła przeciwnościom losu. Czy nie tak powinna wyglądać prawdziwa miłość?

Kasia

#ślub #wieś #konsultantślubny #opowiadanie #wesele #historia #czarymarry #weddingplanner #wywiad #prawdziwamiłość #stanwojenny #prawdziwa #dawnotemu

Sesja stylizowana - realizacja Czary Marry wedding planner
konsultantki ślubne z agencji ślubnej Czary Marry - organizatorki ślubów i wesel

Napisz

do nas!

kontakt@czarymarry.com
Kasia 577 900 036, Ola 726 594 267

  • Black Spotify Icon
  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon
  • Black YouTube Icon

Agencja ślubna Czary Marry Wrocław