• Kasia&Ola

Dama Mojego Serca — Historia miłości moich rodziców

Dziś o swoim ślubie i weselu opowie Wam moja Kochana Mama. Naszym rozmową zawsze towarzyszą zabawne anegdoty, wzruszenia i wielki karton ze starymi fotografiami. Jako dziecko uwielbiałam je oglądać i powiem szczerze, że zupełnie nic się nie zmieniło.

Mamo, opowiedz, jak poznałaś tatę?

Któregoś dnia wracając z pracy, spotkałam moją kuzynkę, która poprosiła mnie o pomoc przy upieczeniu ciasta na jakąś rodzinną uroczystość. Zgodziłam się pomóc. Poszłyśmy do jej mieszkania. Chwilę później w odwiedziny wpadł jej narzeczony z najlepszym kolegą. Tym kolegą był twój tata. Oczywiście nie robiłyśmy żadnego ciasta, a wszystko było skrzętnie zaplanowane. Niedługo po tym zaczęliśmy się spotykać częściej i tak się wszystko zaczęło.

Jak wyglądały zaręczyny?

Po roku znajomości, tata dostał powołanie do wojska. Wtedy zadecydowaliśmy, że po powrocie weźmiemy ślub. W tamtych czasach służba wojskowa trwała 2 lata. Mimo to widywaliśmy się dość często. Tata pisał do mnie listy w pięknych kopertach sygnowanych literami DMS co oznaczało Dama Mojego Serca. Kiedy wrócił do domu, wręczył mi 24 goździki. Po jednym za każdy miesiąc rozłąki. Kilka miesięcy przed planowanym ślubem spotkaliśmy się wraz z rodzicami, żeby ustalić wszystkie szczegóły dotyczące ślubu. Było to tak jakby przyjęcie zaręczynowe. Pamiętam, że tego dnia odwiedził nas przyjaciel rodziny, który dowiedział się, że zamierzamy wziąć ślub. Bardzo zależało mu, żeby wziąć udział w uroczystości. Oczywiście był na liście zaproszonych gości. Dzień po jego wizycie dowiedziałam się, że zginął w wypadku na kopalni. To było bardzo smutne wydarzenie.

Opowiedz o przygotowaniach do ślubu?

Najpierw zamówiliśmy salę weselną, potem orkiestrę, którą słyszałam na weselu mojej koleżanki i bardzo mi się spodobała. Mama i starsza siostra pomagały mi w wyborze sukienek do ślubu. Ostatecznie kupiłam je w Jeleniej Górze. Pierwsza do cywilnego miała jasnoróżowy kolor, a druga do kościelnego oczywiście biały. Miały dokładnie taki sam krój, pasowały na mnie idealnie, więc nie musiałam niczego przerabiać. Tata również szył dwa garnitury, pierwszy w odcieniach beżu z koszulą w kolorze mojej sukienki, drugi czarny.

Co z makijażem i fryzjerem?

Malowałam się sama, a do fryzjera byłam umówiona, ale powiem szczerze, że pani fryzjerka prawie doprowadziła mnie do łez zbyt krótkim obcięciem grzywki. Do dziś oglądając zdjęcia, spoglądam na tę nieszczęsną, przykrótką grzywkę.

Jak wyglądał ślub i wesele?

To było 19 kwietnia 1980. Trudno uwierzyć, że minęło już 37 lat. Pagoda była brzydka, padał deszcz ze śniegiem. Goście weselni żartowali, że na pewno szorowałam przypalone garnki i dlatego mamy taką brzydką pogodę w dniu ślubu. To taki stary przesąd. Ślub cywilny był na godzinę 13. Pamiętam, że nie mogłam wcisnąć obrączki na palec taty. Bardzo mnie to rozbawiło, co widać na zdjęciach. Na dodatek zająknęłam się podczas składania przysięgi, ponieważ, mimo że chodziłam z twoim tatą tak długo, nie wiedziałam, że ma na drugie imię Waldemar. Po ceremonii świadek kazał nam oddać obrączki i na godzinę 16 pojechaliśmy do kościoła. Zaskakujące było, że tego dnia ślub kościelny brały trzy pary podczas jednej ceremonii. Jeszcze większym zbiegiem okoliczności były imiona panów młodych: Lechosław, Lech oraz Leszek. Wszystko odbyło się oczywiście za naszą zgodą, nie zależało nam na tym, żeby wszystko kręciło się wokół nas, nie przeszkadzało, że dzielimy ceremonię z dwoma innymi parami.

W porównaniu do innych par, z jakimi rozmawiałyśmy macie bardzo dużo zdjęć z wesela. Opowiedz, jak sprawa fotografa wyglądała u Was?

Fotografa dzieliśmy ze znajomą parą młodą, która brała ślub tego samego dnia, a wesele miała w innej sali. Ponieważ ślub kościelny mieliśmy wspólny, a cywilny w innych godzinach nie sprawiło to żadnego problemu.

Mówiłaś o problemie z założeniem obrączek i drugim imieniu taty. Czy podczas wesela wydarzyło się jeszcze coś zabawnego?

Pamiętam, że tata strasznie się stresował o to, czy goście dobrze się bawią. „Krystyna zobacz, oni nie jedzą, Krystyna zobacz nic nie piją” — powtarzał bez przerwy. Zawsze wspominam to z rozbawieniem.

A co z prezentami?

Były to przede wszystkim sprzęty gospodarstwa domowego. Najbardziej w pamięci zapadł mi prezent od małego syna mojej kuzynki, który specjalnie sprzedał nazbierane butelki i kupił nam ręczną maszynkę do mielenia mięsa. To było bardzo zabawne i niesamowicie miłe.

Mieliście poprawiny?

Tak, odbywały się w domu. Przygotowywałyśmy je razem z twoją babcią, ale tak naprawdę mogłabym powiedzieć, że trwały praktycznie tydzień, ponieważ przedobrzyliśmy z ilością jedzenia i alkoholu.

Co jako małżeństwo z prawie 40-letnim stażem poradzilibyście współczesnym nowożeńcom?

Poradziłabym im żeby byli wytrwalsi w małżeństwie. By starali się być ze sobą na dobre i złe wspólnie rozwiązując problemy jakie niesie los.

Kasia


#błog #mojamama #ślub #konsultantślubny #historiamiłości #wesele #czarymarry #weddingplanner #agencjaślubna #historiezdawnychlat

MSS08960.jpg

Napisz

do nas!

kontakt@czarymarry.com
Kasia 577 900 036, Ola 726 594 267

  • Black Spotify Icon
  • Black Facebook Icon
  • Black YouTube Icon
  • Black Instagram Icon