• Kasia&Ola

Moje wspaniałe aranżowane małżeństwo

„Na początku wahałam się, czy nie lepiej byłoby poszukać prawdziwej miłości na własną rękę. Dziś po dziewiętnastu latach małżeństwa patrzę na to z zupełnie z innej perspektywy” Tania Malik.

To był zwyczajny poranek w pracy, aż do momentu, gdy zadzwonił do mnie mój tata i wszystko się zmieniło. „Proszę, nie umawiaj się dzisiaj wieczorem z przyjaciółmi, zaplanowaliśmy kolację z myślą o tobie” – oświadczył. Wiedziałam dokładnie, co to oznacza i że nie uda mi się z tego wyplątać. Ojciec powiedział mi, że mam być gotowa na siódmą. Nie było mowy o wymówkach. Zwykle był wobec mnie pobłażliwy, ale tym razem wydawał się bardzo stanowczy. Poczułam, że jestem w potrzasku. Przez cały dzień odczuwałam strach pomieszany z niechęcią.

Uwielbiałam moje dotychczasowe życie, pracę organizatora wycieczek po Dubaju oraz ludzi, którzy mnie otaczali. Miałam 24 lata, żadnych poważnych obowiązków. Nie musiałam zawracać sobie głowy płaceniem czynszu, gotowaniem czy robieniem prania. Wiedziałam, że nadejdzie moment, kiedy będę chciała się ustatkować i wziąć ślub, ale na razie czułam, że nie jestem jeszcze na to gotowa, podczas gdy moi rodzice zamartwiali się, że nadal nie znalazłam tego jedynego. Rozumiałam presję, którą odczuwali. Byłam ich najstarszym dzieckiem i jedyną córką. Zadbali o moje wykształcenie i wychowali na niezależną kobietę. Teraz pozostało tylko wydać mnie za mąż. Opierałam się, bo nie czułam takiej potrzeby. Nie widziałam sensu w drastycznym zmienianiu swojego życia tylko dlatego, że ktoś z mojego otoczenia mógłby mnie uznać za starą pannę.

Aranżowane małżeństwa nie są przymusem, tak było kiedyś, ale od tego czasu wiele się zmieniło. Obecnie w większości wypadków niezbędna jest obustronna zgoda przyszłych małżonków. Niestety nie wyrażałam przyzwolenia na coś podobnego. Mimo to moi rodzice, których małżeństwo również było aranżowane, uważali, że to doskonałe rozwiązanie. Zdając sobie sprawę z poglądów i motywacji jakimi się kierują nie potrafiłam całkowicie się przeciwstawić i kategorycznie zabronić poszukiwania idealnego partnera dla mnie. Bardzo ich kocham i uważam, że w ten sposób okazałabym im totalny brak szacunku. Starałam się jednak żeby owe poszukiwania były tak trudne, jak to tylko możliwe. Na pierwszy rzut oka współpracowałam, z uwagą słuchałam, gdy opowiadali o próbach zaaranżowania spotkania, przeglądałam zdjęcia i opisy kandydatów, jednocześnie sabotując ich wysiłki i odrzucając wszystkich potencjalnych zainteresowanych z byle powodu. Zanim moi rodzice rozpoczęli poszukiwania odpowiedniego kandydata, poproszono mnie o kilka wskazówek. Wydawało mi się, że moje oczekiwania są na tyle wygórowane, że spełnienie wszystkich postawionych przeze mnie kryteriów jest praktycznie niemożliwe. Mój przyszły mąż powinien mieć wyższe wykształcenie, powiedziałam. Było oczywiste, że rodzice będą szukać mężczyzny o indyjskich korzeniach z dowolnej części świata, dlatego zgodnie z moimi instrukcjami musiał on pochodzić z miejsca, w którym mogę zamieszkać razem z nim bez borykania się z biurokracją urzędu imigracyjnego. Słyszałem wiele opowieści o nowożeńcach, którzy byli zmuszeni czekać nawet siedem lat na zatwierdzenie złożonych przez nich dokumentów. Był jeszcze jeden bardzo ważny wymóg, co do którego byłam nieustępliwa. Imię i nazwisko potencjalnego kandydata nie mogło widnieć w żadnej z indyjskich gazet publikujących anonse dotyczące ślubów aranżowanych. Byłam pewna, że moje warunki znacznie ograniczą pulę potencjalnych zalotników.

Tym razem wszystko wyglądało nieco inaczej. Rodzice po prostu zaprosili na kolację pewnego młodego mężczyznę. Poznali go podczas podróży do Indii. Mieszkał w Nowym Jorku, ale odwiedzał ojca, który miał operację wszczepienia bajpasów. Podobno od razu przypadł im do gustu. Teraz przyleciał do w Dubaju, aby się ze mną spotkać. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Bez makijażu, ubrana w stare dżinsy i T-shirt. Miałam nadzieję, że to, co próbuje przekazać, jest wystarczająco klarowne — Nie jestem zainteresowana! „To jest Rajiv” – powiedział ojciec. Chłopak mocno uścisnął moją dłoń i serdecznie się uśmiechnął. Był wysoki, ale nie przesadnie. I wiecie co? Miał na sobie dżinsy tak jak ja. Muszę przyznać, że nie było tak strasznie, jak myślałam. Rajiv był wyluzowany, zachowywał się bardzo swobodnie. Opowiadał o swoich wrażeniach związanych z pierwszą wizytą w Dubaju. Nie pamiętam, co dokładnie powiedział, ale wszyscy wybuchnęli śmiechem. W ożywieniu rozmawialiśmy podczas kolacji. Następnie mieliśmy spędzić trochę czasu tylko we dwoje. Byłam przekonana, że będzie niezręcznie, ale po raz kolejny się myliłam. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć Rajiv zażartował – „Chyba najwyższa pora na 20 pytań do”. Sposób, w jaki dopytywał o moją pracę, zainteresowania oraz przyjaciół wydawał mi się bardzo uroczy. „Opowiedz mi coś zabawnego o swoim życiu w Nowym Jorku” – powiedziałam. Dotychczas byłam przekonana, że wolałabym mieszkać w każdym innym miejscu. Stany Zjednoczone wydawały mi się zbyt odległe, a przeprowadzka wiązałaby się z porzuceniem wszystkiego, co było mi dotąd znane. Podczas rozmowy z Rajiv poczułam, że nie brzmi to już tak nierealnie. Nie odczuwałam skrępowania, naprawdę dobrze się bawiłam w jego towarzystwie. Mimo to nadal sądziłam, że jedno spotkanie to za mało, aby podjąć jakąkolwiek decyzję. Uważałam za niesprawiedliwe, że to ja musiałabym opuścić mój dom, rodzinę oraz znajomych. To ja byłam osobą, która musiałaby zamieszkać w innym mieście, kraju, na innej półkuli.

Tymczasem moja mama obawiała się, że była w stosunku do mnie zbyt pobłażliwa. Namawiała do studiowania za granicą, podróżowania. Starała się, żebym zasmakowała życia, na jakie ona nie mogła sobie pozwolić. Miała nadzieję, że teraz nie obróci się to przeciwko niej. Pewnego dnia zapytała, czy nie chciałabym rozważyć konwencjonalnego małżeństwa aranżowanego z poszanowaniem tradycji, jakie się z nim wiążą. W tym samym czasie moi znajomi przecierali oczy ze zdumienia – „Czy nie powinnaś wyjść za mąż z miłości?”. Było to bardzo słuszne pytanie. Czy jeżeli przystanę na propozycję moich rodziców, nie będę w przyszłości żałować, że nie zrobiłam tego po swojemu? A może wprost przeciwnie. Przecież miłości nie da się zaplanować. Jest wynikiem przypadkowego spotkania dwojga ludzi w odpowiednim czasie. Co, jeśli nigdy mi się to nie przytrafi? Jak dotąd nieustannie się przed nią broniłam, ponieważ nie miałam pewności czy moje wybory są słuszne. Od jakiegoś czasu czułam, że spotkania i randki totalnie mnie przerastają. Dokonanie wyboru spędzało mi sen z powiek. Miałam również masę wątpliwości dotyczących Rajiv, znałam go tylko z jednej strony. Tej, którą zaprezentował mi podczas naszego spotkania. Niektóre z nich były irracjonalne inne całkowicie przyziemne. Co, jeśli jest mordercą? Albo zaborczym palantem? Może oczekuje, że będę tylko kura domową? Albo jest niezorganizowany lub za bardzo pedantyczny? Jaka będzie cena dostosowania się do niego? Czy będę w stanie żyć z tym człowiekiem? Czy będę w stanie go pokochać? Nie da się ukryć, że Rajiv spełniał wszystkie postawione przeze mnie warunki. Był wykształcony, miał dobrą pracę i klarowną sytuację w urzędzie imigracyjnym. Rodzice poznali go przez bliskiego członka rodziny, który wypowiadał się o nim w samych superlatywach.

Kiedy wrócił do Stanów, pisaliśmy do siebie listy i rozmawialiśmy przez telefon. Były to niezobowiązujące rozmowy dotyczące naszego codziennego życia. Pewnego dnia zaproponował, żebyśmy w każdym z listów mówili jedną rzecz o sobie. Nie musiały to być jakieś intymne szczegóły, po prostu coś, czym chcielibyśmy się podzielić. To było niezwykłe doświadczenie. Różniło się od normalnej rozmowy, nikt nikomu nie przerywał.

Rok później wzięliśmy ślub. Nasze spotkania, zanim zostaliśmy małżeństwem, mogłabym policzyć na palcach jednej ręki. Teraz mija 19 lat, od kiedy jesteśmy razem. Mamy cudowną córkę. Nasze wspólne życie to pasmo wspaniałych chwil przeplatających się z problemami szarej rzeczywistości. Dowodem na to, że podjęłam słuszną decyzję, jest fakt, że bez wahania zrobiłabym to po raz kolejny. Przeszłam długą drogę od „nie” do „tak” od „lubię” do „kocham”.

Tania Malik jest autorką powieści „Three Bargains”. Ukończyła studia na uniwersytecie w Delhi, obecnie mieszka w Kalifornii z mężem, córką i psem.

Kasia

#weselanaświecie #indie #małżeństwo #ślub #konsultantślubny #aranżowane #czarymarry #miłość #weddingplanner #taniamalik

MSS08960.jpg

Napisz

do nas!

kontakt@czarymarry.com
Kasia 577 900 036, Ola 726 594 267

  • Black Spotify Icon
  • Black Facebook Icon
  • Black YouTube Icon
  • Black Instagram Icon