• Kasia&Ola

Prosta historia miłosna Małgorzaty i Grzegorza

To jedna z moich ulubionych opowieści ślubnych, pierwszy raz usłyszałam ją, zanim jeszcze postanowiłam zająć się tematyką ślubną. Już wtedy bardzo mi się spodobała. Lubię proste i niezagmatwane historie opowiadające o prawdziwej miłości.

Małgosia była ambitną, młodą dziewczyną mieszkającą w małej miejscowości na Dolnym Śląsku. Jej mama była dyrektorką przedszkola, dlatego Małgosia wraz z rodziną mieszkała w domu, który był jednocześnie przedszkolem. Po śpiewająco zdanej maturze z niecierpliwością czekała na rozpoczęcie studiów pedagogicznych w Zielonej Górze. Ze względu na bardzo dobre wyniki w nauce nie musiała podchodzić do egzaminów wstępnych na uczelnię.

Pewnego dnia do domu przyszło zawiadomienie o tzw. praktykach zerowych, koniecznych do odbycia w tamtych czasach. Jak się okazało rozpoczeły się one zanim list dotarł do adresatki. Spóźniona Małgosia natychmiast pojechała do Żukowa koło Zielonej Góry gdzie wraz z innymi studentami miała pracować w sadzie. Kiedy przekroczyła drzwi ośrodka zobaczyła grupę studentów w tym mężczyznę, który od razu wpadł jej w oko. Pomyślała jednak, że to z pewnością opiekun grupy ponieważ wyglądał dużo poważniej od „chłopców” z którymi rozmawiał. Sama była drobniutką dziewczyną, która wyglądała o 5 lat młodziej niż wskazywał na to jej dowód osobisty. Poszła do pokoju żeby się rozpakować i przygotować na następny dzień.

Nieoczekiwane pojawienie się spóźnionej Małgosi stało się małą sensacją wsród studentów. Następnego dnia w drodze do sadu wszyscy dopytywali z jakiego jest kierunku i dlaczego nie zdawała egzaminów. Małgosia na poczekaniu wymyśliła wymówkę bo trochę wstydziła się przyznać, że powodem były wybitne wyniki w nauce. Tego dnia dowiedziała się również, że Grzesiek przystojny brodacz, którego widziała dzień wcześniej jest jej kolegą z roku.

Studenci spędzali razem każdą wolną chwilę. Po pracy w sadzie przesiadywali przy ognisku, grali w bilard i przygotowywali wieczory integracyjne, podczas których każdy kierunek studiów prezentował scenki tematyczne. Grupa Małgosi i Grześka postawiła na tematykę ślubną. Wszystko zaczęło się niewinnie, od żartów i zbiegów okoliczności. Oczywiście, jeżeli zakładamy, że istnieją jakiekolwiek zbiegi okoliczności. Wybrano piękną pannę młodą i przystojnego pana młodego, matkę, ojca i dziadka. Dziadkiem został oczywiście Grzegorz z długą hipsterską brodą, a wnuczką… Małgosia o dziewczęcej urodzie. Dobrotliwy dziadzio zawsze dbał, aby jego wnuczce niczego nie brakowało, trzymał dla niej miejsce w autokarze, a czasami zaproponował nawet własne kolano. Miesięczne praktyki opuszczali jako jedna z wielu par, które poznały się w Sadzie. Podczas gdy inne związki rozpadały się, Oni cieszyli się sobą i marzyli o wspólnej przyszłości. Od początku wiedzieli, że chcą być razem do końca życia.

Żeby zanadto nie stresować rodziców zbyt szybką decyzją o ślubie, postanowili odczekać kilka miesięcy. W kwietniu odbyły się oficjalne zaręczyny, Grzegorz poprosił rodziców Małgosi o jej rękę. Jako studenci nie mieli zbyt wiele pieniędzy, dlatego było oczywiste, że organizacją wesela zajmą się rodzice. Nie wypadało się więc za bardzo buntować.

Najbardziej cierpieli, że nie mogą świętować tego ważnego dnia wraz ze swoimi przyjaciółmi. Lista gości obejmowała rodzinę oraz znajomych rodziców. Parze młodej pozwolono zaprosić dwoje znajomych. Na weselu było około sześćdziesięciu osób.

21 lipca odbył się ślub cywilny. Małgosia posiadająca zdolności manualne uszyła sobie sukienkę i nietuzinkowe nakrycie głowy. Następnego dnia był ślub kościelny i wesele. Tym razem suknię szyła jej krawcowa, ale autorką projektu była sama panna młoda. Suknia była biała, z lejącego materiału i koronek. Makijaż ograniczał się do tuszu do rzęs oraz bladoróżowego błyszczyka. Małgosia podczas malowania rzęs poprosiła o pomoc swoją koleżankę, ponieważ dziwnym trafem ręce bardzo się trzęsły i nie była w stanie wykonać tej jakże prostej czynności. Przyjęcie weselne odbyło się w przedszkolu prowadzonym przez mamę panny młodej. Jedzenie przygotowywały panie kucharki, które na co dzień tam pracowały. Panie ze żłobka przygotowały uroczą niespodziankę — bramę zrobioną z niemowlęcych śpiochów i pieluszek tetrowych złożonych w trójkąty zawieszonych na grubej linie.

Ponieważ wszyscy goście byli przyjezdni w przedszkolu przygotowano noclegi. Na weselu mieli zagrać znajomi pary młodej, studenci z akademii muzycznej. Niestety nie dojechali. W tamtych czasach 22 lipca hucznie obchodzono Święto Odrodzenia Polski, w mieście odbywały się imprezy i koncerty lokalnych muzyków. Jeden z zespołów po swoim występie i błaganiach zaradnej świadkowej zgodził się zagrać na weselu Małgosi i Grześka bawiąc gości do białego rana.

Po ślubie wrócili do akademika, nadal studiowali w miejscu, które ich połączyło. To właśnie tam będą wychowywać swojego pierwszego syna Jakuba, dzieląc obowiązki studenckie z rodzicielskimi. W konsekwencji będą mieli troje wspaniałych synów. Jeden z nich, najmłodszy jest moim mężem, za którego bardzo im dziś dziękuję.

Chociaż wesele nie było szczytem ich marzeń i wspominają je bardziej jako wesele swoich rodziców, spędzili razem wiele niesamowitych chwil, mówią, że nie zawsze było łatwo, ale daję Wam słowo, że są ze sobą bardzo szczęśliwi. Ich uczucie nie zmieniło się od czasów praktyk w sadzie mimo, że od tego czasu minęło już prawie 40 lat… No może trochę, z pewnością jest dojrzalsze i jeszcze mocniejsze. Każdego dnia cieszą się sobą realizując marzenia. Jak widać na zdjęciu nigdy się nie nudzą:)

Kasia

Sesja stylizowana - realizacja Czary Marry wedding planner
konsultantki ślubne z agencji ślubnej Czary Marry - organizatorki ślubów i wesel

Napisz

do nas!

kontakt@czarymarry.com
Kasia 577 900 036, Ola 726 594 267

  • Black Spotify Icon
  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon
  • Black YouTube Icon

Agencja ślubna Czary Marry Wrocław